wtorek, 29 marca 2011

Haul szminkowo-błyszczykowy!!


Dziś zapragnęłam nowej szminki, koniecznie! Odpowiada za to impuls, który kieruje mną a ja nie mogę się powstrzymać! :) (to się chyba powinno leczyć ;))

Był impuls, jest szminka. A do szminki błyszczyk, tak, żeby jej smutno nie było.

Za szminą z serii Aqua-Platinum chodziłam już bardzo długo, jednak szczerze przyznaję, że ciężko je dostać. A jak już są, to nigdy nie ma koloru, który by mi odpowiadał. Swoją drogą mają w ofercie ładne kolory nude. 
Dziś udałam się do mojej osiedlowej drogerii i ukazała się moim oczom piękna, świeża paleta testerów. No i udało się wybrać kolor, który mi się podoba. 
A błyszczyk? Hm, w sumie nie jestem jakąś wielką miłośniczką produktów do ust. Chyba powinnam powiedzieć: nie byłam.


Szmina ma przepiękny (melonowy!/arbuzowy!) zapach, który ja osobiście uwielbiam.
Dzięki temu, ma u mnie dodatkowego plusa.
Nie zawiera drobinek i ma za zadanie nawilżać.
Cena: 9,50zł

Błyszczyk pachnie co prawda całkiem inaczej, jednak nie jest zapach drażniący.
Zawiera on baaaaardzo delikatne złote drobinki, które ładnie opalizują.
Trzeba się jednak dobrze przyjrzeć żeby dostrzec je w buteleczce.
Bardzo ładne, estetyczne opakowanie.
Pojemność: 5,5g
Cena: 12,00zł



 Porównanie szminy Eveline z Airy Fairy Rimmela.
Kolor jest znacznie jaśniejszy i wpada bardziej w róż.


Co uważacie na temat moich zdobyczy?
Może miałyście już do czynienia z tymi produktami?
Buziole! 

poniedziałek, 28 marca 2011

Baza pod cienie + gąbka do demakijażu

Cześć, czołem :)

W końcu udało mi się znaleźć chwilę czasu wolnego. Wiele z Was prosiło mnie o zrobienie zdjęcia gąbeczki, do demakijażu, lub zmywania maseczek. Będzie ona na koniec, a teraz gwóźdź programu:

Baza pod cienie Artdeco

Nigdy wcześniej nie eksperymentowałam z bazami, ponieważ nie miałam takiej potrzeby. 
Jednak od pewnego czasu moje powieki zaczęły się przetłuszczać, więc zabawa z cieniami była możliwa, ale na max. 3 godziny. 
Wahałam się między Virtualem Joko, a właśnie Artdeco. I jestem bardzo zadowolona, że ją zakupiłam!
Teraz problem znikających/ wałkujących się cieni nie istnieje. 

Ma ona konsystencję lekko lepiącego się kremu, który jednak łatwo się rozprowadza po powiekach, szybko wysycha i można przejść do aplikacji cienia. 
Ma ona beżowy kolor z odrobiną perły, jednak jest to barrdzo delikatny efekt. 
I o dziwo, baza ta ma bardzo intensywny zapach. Jak perfumy ciotki klotki, która ma je jeszcze z lat 80. Pachnie bardzo intensywnie, ale na szczęście tylko w słoiczku :)

No a najważniejsze jest oczywiście to, że przedłuża "żywotność" cienia na powiece, delikatnie podbija jego kolor. Śmiało mogę powiedzieć (że w moim przypadku) nawet po 10 godzinach cienie są na swoim miejscu.


Cena: waha się od 30 do 40zł (na allegro) 
Czy to drogo? Umiarkowanie. Oczywiście znajdziemy bazy tańsze, np. ww Joko virtual- ok.10zł.
Z drogeryjnych baz, podobno całkiem nieźle spisuje się też Kobo, która jest również tańsza od Artdeco.
Pojemność: 5g
W zupełnie wystarczająca, odrobina bazy wystarcza na pokrycie powieki.

Czy kupię ponownie? Pewnie nie, ponieważ uwielbiam nowości. Jednak z pewnością polecę ją każdemu!

A teraz obiecana gąbeczka do mycia twarzy:

Cena: ok. 3,50 zł w Rossmannie
Do czego służy: zmywanie maseczek, codzienny demakijaż.

Gąbeczka mieści się na rozłożonej dłoni.
Gdy jest zupełnie sucha jest twarda jak pumeks. ( i mówię tu zupełnie serio)
Jednak gdy się ją włoży pod wodę, z sekundy na sekundę robi się coraz bardziej miękka.
Zmywanie nią maseczki, to czysta przyjemność :)

Pozdrawiam!

czwartek, 24 marca 2011

Lekki fluid nawilżający :)

Cześć! :) 
Ostatnio częstotliwość dodawania przeze mnie nowych postów jest imponująca! Sama się sobie dziwię.
Pomimo, że mam ostatnio na prawdę ciężkie dni, mnóstwo zajęć na uczelniach, nie opuszcza mnie energia.
A po całym dniu napisanie posta traktuję jako przyjemność :)

Dziś chciałabym wspomnieć o 
fluidzie nawilżającym z Avon.


Przyznaję się bez bicia, że nie jestem fanką tej marki. I ten fluid trafił do mojej kosmetyczki całkiem przypadkiem, na pewno nie z własnej woli. Mianowicie dostałam go od koleżanki, której po prostu nie odpowiadał.


Podeszłam do niego bardzo sceptycznie. Chyba głównie ze względu na jego wodnistą i bardzo lekką konsystencję. A ja do tej pory byłam zwolenniczką podkładów kryjących, niż nawilżająco- rozświetlających. Przestraszył mnie też na początku kolor, który wydał mi się zbyt ciemny. (Nude) 


Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, że po nałożeniu na twarz całkiem dobrze kryje, kolor ma na prawdę jasny i właściwie jest dla mnie idealny. Co więcej, nie tworzy efektu maski i nie zatyka porów. 
Potrzeba go niewiele aby pokryć całą twarz, więc opakowanie 30ml wystarcza na dość długo :)
Z trwałością jest też b. dobrze. Nie ściera się, nie waży i nie znika z twarzy. (rym rym rym!)

Przypadkowo odkryłam fajny kosmetyk, który zainspirował mnie do poszukiwania na wiosnę podkładu lekkiego i nawilżającego. Może zdecydować się na krem tonujący? 
Zdecydowałam, że mocne krycie wcale mi nie jest potrzebne, a na doskonałości wystarcza korektor. I bardzo się cieszę, że doszłam do takiego wniosku, bo z całą pewnością mocno kryjące podkłady nie służą naszej skórze.

Jeśli macie jakieś typy, chętnie poznam propozycje! :)

P.S. Kupiłam dziś gąbeczkę w Rossmannie do zmywania maseczek. W końcu problem ze zmywaniem maseczki się skończy! :)

środa, 23 marca 2011

Recenzja maseczek Ziaja.

Miałam okazję wypróbować 3 maseczki Ziaja. 
wersję nawilżającą z zieloną glinką
wersję oczyszczającą z szarą glinką
wersję regenerującą z brązową glinką.



Skłamałabym pisząc, że wszystkie są rewelacyjne, świetnie działają, nawilżają, oczyszczają i regenerują ;) i w sumie żałuję, że tak nie mogę powiedzieć. No ale przejdźmy do każdej z nich.

wersja nawilżająca z zieloną glinką

Jedna saszetka wystarczyła mi na dwa użycia. I za każdym razem nakładałam ją po peelingu, żeby miała lepsze pole do działaniu. Niestety nie zrobiła nic, a miała nawilżyć. Jak miałam suchą skórę na policzkach tak mam nadal. I szczerze mówiąc, poza przyjemnym zapachem nie odnotowałam żadnych plusów. 

wersja oczyszczająca z szarą glinką

To jest niewypał w 100%. Znacznie lepiej wg. mnie sprawuje się maseczka oczyszczająca z AA. Moja skóra nie jest idealna, więc często uciekam się do różnego rodzaju kosmetyków oczyszczających, jednak też nie przesadzam. 
Było to kolejne rozczarowanie, bo nie zrobiła nic. Ani nie odświeżyła, ani nie oczyściła. O nawilżeniu oczywiście nie było mowy. ;)

wersja regenerująca z brązową glinką

To jest jedyny pozytyw. Piękny kakaowy zapach. (pokochają go miłośniczki masła kakaowego z ziaji!). Sam zapach przyjemnie odpręża. I nie wiem w jaki sposób maseczka ta ma regenerować, poza tym, że ładnie pachnie i względnie dobrze nawilża?
Pozostawiła moją skórę gładką i muszę przyznać, że pachniała jeszcze przez długi czas po jej zmyciu. 


Mam jeszcze parę pytań do Was, odnośnie aplikacji i zmywania maseczek.
Czym nakładacie maseczki, które są pakowane w takie saszetki? 
Nie znoszę potem mycia rąk przez 5 minut, żeby się dokładnie pozbyć tego mazidła z okolic paznokci.
Jak zmywacie maseczki? Jakiś specjalny myjaczek/gąbeczka?

A może znacie jakieś skuteczne maseczki i chcecie się ze mną podzielić tą wiedzą? :))
Buziaki!

Giveaway

Biorę udział w rozdaniu na blogu:


_____________________
rozdanie u Blondynki:

wtorek, 22 marca 2011

Ulubiona mascara pogrubiająca- Wibo Extreme +zdjęcia :)

Długo, oj długo mnie tu nie było :)
Dziś szybki post na temat mojej ulubionej maskary- 
Wibo Extreme Lashes volume mascara.
cena: ok. 10zł

Kupiłam ją po skończeniu tuszu Essence MA różowego. Nie muszę mówić, każda Essence'omaniaczka miała go kiedyś w swojej kosmetyczce. Bo właściwie to tusz legenda. 
Po wielu ochach i achach na KWC skusiłam się. Rzeczywiście efekt był ładny, jednak dla mnie- niepowalający. Do tego- baaarrrdzo słaba trwałość na rzęsach, osypywanie się już po paru godzinach. 
To było najgorsze, że zaledwie po 3 godzinach na rzęsach tusz w większości znajdował się na dolnej powiece, zamiast tam, gdzie docelowo miał być.

Podczas wyprawy do Rossmanna, które u mnie są na porządku dziennym :), postanowiłam zakupić w ciemno tusz wibo. Nigdy wcześniej go nie używałam, tyle, że co nieco o nim słyszałam. 
Bez zastanowienia go wzięłam.
I szczerze mówiąc na początku nie przypadł mi szczególnie do gustu, ponieważ był trochę za rzadki. 
Dałam mu czas, żeby mógł trochę zgęstnieć.
I jakie było moje zaskoczenie, gdy przechodziłam z ładnie wymalowanymi oczami cały dzień i na mojej powiece/policzku nie znajdował się żaden okruszek z tuszu!





Mascara rzeczywiście pogrubia, tym bardziej gdy postaramy się aby dotrzeć do każdej rzęsy. 

 
Wielki plus to szczoteczka, która ma odrobinę mniejszą średnicę w środku, niż na zew. końcach. 
Uważam, że nie jest ani za mała, ani za duża. Jest w sam raz :)

Opakowanie- kwestia gustu. Wg. mnie nie jest tandetne, ale też nie jest eleganckie. Ale czego spodziewać się po tuszu, który kosztuje 10zł?! 
Najważniejsze, że działa :) to już moje drugie opakowanie i chyba nieostanie!

Pozdrrrawiaam Was :)

środa, 16 marca 2011

ziaja calma- recenzja + maseczki !!

Cześć cześć! :)

Dziś przybywam z recenzją 
kremu biolipidowego ziaja
cena: ok. 10zł
pojemność: 50ml


Skład: aqua, caprylic/capric triglyceride, cetearyl ethlylhexanoate, glycerin, diisostearoyl polyglyceryl-3 dimer dilinoleate, ethylhrxyl methoxycinnamate, bacopa monniera extract, PEG-8, hydroxyethylcellulose, lanolin, dimethicone, ethylhexyl palmitate, luffa cylindrica seed oil, magnesium sulfate, panthenol, sodium hyaluronate, tocopheryl acetate, cera alba (beeswax), hydrogenated castor oil, sodium benzoate, 2-bromo-2-nitropropane-1, 3-diol, parfum, citric acid 


Moja skóra zaczęła wariować już w połowie zimy. Ratowałam się innymi kremami, jedne spisywały się lepiej, drugie gorzej. I szczerze przyznaję, szkoda, że nie znałam tego kremu wcześniej!

Używam go na noc, ponieważ ma dość tępą i tłustawą konsystencję. Co prawda po jakimś czasie się wchłania, jednak nie do całkowitego matu. 
Świetnie nawilża, łagodzi podrażnienia. Moja wrażliwa skóra nie piecze po nałożeniu tego kremu i nie staje się czerwona. Wszystko jak należy.
Opakowanie 50ml jest estetyczne, nie wymagam niczego więcej od kremu za ok. 10zł.
Ma delikatny zapach, nie zapycha.
Na opakowaniu napisane jest też, że krem jest polecany do skóry po różnych kuracjach złuszczających.

W 100% mogę Wam polecić ten krem.


Chciałam Wam jeszcze pokazać mój zapas maseczek. Zużyłam już Ziaję oczyszczającą i nawilżającą.
 Ale jeszcze tyle mi zostało :)
Stałam się maseczkowym maniakiem!

Miłego dnia!

czwartek, 10 marca 2011

Zapachowe przyjemności :) świeczki i kominek

Cześć!
Dziś przybywam do Was z postem w 100% niekosmetycznym . mam nadzieję, że Was to nie zrazi, przecież nie można być monotematycznym :)

Postanowiłam poświęcić chwilę, żeby pokazać Wam mój nabytek: 
kominek aromaterapeutyczny. 
Powiem szczerze, że żałuję że nie kupiłam go wcześniej, bo chodziłam obok niego dość długo, a kupiłam wczoraj. Wybrałam wersję z zieloną herbatą, która niestety nie przypadła mi szczególnie do gustu. Jednak jest tego olejku tak mało (3ml), że może i go zużyję :)

Cały zestaw prezentuje się następująco:  
(udało mi się nawet uchwycić parującą wodę z kominka!)

Jak to działa?
Na górę wlewamy 3/4 wody, dodajemy 4-6 kropel olejku (w zależności jak intensywny zapach chcemy uzyskać) i podpalamy podgrzewacz. Nic prostszego, a efekty są na prawdę wyczuwalne :)

Miałam w domu olejek sosnowy, więc postanowiłam też jego wypróbować. Spisał się równie dobrze, jak nie lepiej. Olejki do aromaterapii można zakupić w aptece i ja na pewno pokuszę się o jeszcze jakiś zapach. 

Warto poczytać wcześniej w internecie o różnych zapachach: jak działają na nasze ciało, czy odprężają, czy uspokajają, czy dodają nam energii. W zasadzie jest to całkiem ciekawe :)
Cena: 9,99zł
(do kupienia w drogeriach natura)


Na koniec wspomnę jeszcze o moich ulubionych 
podgrzewaczach z Biedronki. 


Wypróbowałam jeszcze o zapachu Zielonej Herbaty, jednak te dwie wersje przypadły mi najbardziej do gustu :)
Są rewelacyjne, wydajne bo palą się na prawdę długo. Intensywnie pachną i są tanie.
Za 6 szt. zapłacimy 1.99zł.
Zdecydowanie polecam!

poniedziałek, 7 marca 2011

Mój ulubieniec do demakijażu! - żel micelarny



Witam Was bardzo serdecznie :)

Dziś chciałabym Wam przedstawić mojego faworyta do demakijażu i codziennej pielęgnacji twarzy.
Jest to, już zapewne większości z Was znany:
 żel micelarny z Biedronki. 
Cena: 3.99zł
pojemność: 150ml

Muszę się przyznać i przeprosić mój krem do mycia twarzy z Under 20, któremu obiecywałam, że go nigdy nie zdradzę. A jednak!
A wszystko przez zachwyty dziewczyn na wizażu! :)



Wiedziałam dobrze, że ciężko jest znaleźć ten żel w Biedronce. A gdy już się pojawia, znika bardzo szybko. Dlatego wyobraźcie sobie, jaka była moja radość, gdy zobaczyłam panią wykładającą świeżutkie żele na półkę!
Nie ukrywam, że nie byłam przekonana do jego skuteczności w zmywaniu eyelinerów, tuszów itd. 
Jednak jakie było moje zdziwienie gdy podczas mycia otworzyłam oczy, które wcale nie piekły, a z makijażu pozostał jedynie spływający tusz po policzkach. Wygląd pandy gwarantowany :)

Następna sprawa- miła wygładzona, nieściągnięta skóra po umyciu.

Gdy używałam typowych kosmetyków do skóry problematycznej (które często mają skłonność do przesuszania i ściągania skóry), uczucie to nie było mi obce. Musiałam od razu nakładać grubą warstwę kremu, który zniwelowałby to przykre wrażenie.



Powiem Wam szczerze, że od czasu kiedy używam tego żelu kondycja mojej skóry się wyraźnie poprawiła :)
dodatkowo zawarty d-panthenol łagodzi podrażnienia.
Używam go rano- odświeżenie, i wieczorem- demakijaż. 

Zdecydowanie mogę Wam polecić ten produkt!
(testowałam również inne kosmetyki do demakijażu z Biedrony, jeśli chcecie recenzję- piszcie!)

środa, 2 marca 2011

Makijaż Japonek- gyaru makeup, kawaii!

Cześć dziewczyny!!
:)

Dziś przybywam do Was z tematem makijażowym, a dokładnie makijażem Japonek, które stylizują się na gyaru- czyli japoński modnisie, które zawsze wyglądają perfekcyjnie.
(jeśli interesuje Was ta tematyka, polecam odcinek o Japonii, Martyna na krańcu świata, uważam że w 100% warto go obejrzeć)

Parę dni temu oglądałam tutorial na YouTube: jak wykonać taki makijaż od podstaw.

W makijażu gyaru zaakcentowane są przede wszystkim oczy, dlatego dziewczyny noszą soczewki powiększające tęczówki- przez co oko wygląda na większe.

Bardzo długie i podkręcone sztuczne rzęsy zarówno na górną i dolną linię rzęs. 



Najbardziej zszokował mnie jednak moment, gdy dziewczyna skleja sobie powieki specjalnym klejem, aby osiągnąć efekt podwójnej powieki. O taśmach wykorzystywanych do tego wiedziałam, ale klej zobaczyłam pierwszy raz.


Efekt po zastosowaniu:

Efekt końcowy jest naprawdę onieśmielający:

Ciekawa jestem ile czasu dziennie pochłania ten perfekcyjny makijaż, którego niejedna z nas nawet nie robi na jakieś wielkie wyjścia.

Jak dla mnie to wszystko jest mocno przerysowane i kiczowate. 

Mam jednak nadzieję, że są również w Japonii normalne dziewczęta. 
Bo niektóre są zachwycające!!
aktorka Hatsumomo w filmie "Wyznania Gejszy"

A jak Wy to postrzegacie?
:)

tag: 7 faktów o mnie :)

Zostałam otagowana przez goniaroniaa i MissDood. Bardzo dziękuję :)


Zasady
1. Podziękuj i napisz adres bloga który wręczył Ci nagrodę.
2. Napisz siedem faktów o sobie.
3. Podaj siedem blogów na które najczęściej i najchętniej wchodzisz.
4. Powiadom te blogi o wygranej.









1. Uwielbiam robić zdjęcia podczas imprez, przez co na żadnym mnie nie ma (może to i lepiej) ;)

2. Studiuję dwa kierunki, więc powinnam być mega zorganizowaną osobą. Tak jednak nie jest. Jestem bałaganiarą i niestety nie jestem systematyczna, ze wszystkim zwlekam na ostatnią chwilę, a potem się denerwuję, że coś nie wyszło!

3. Zawsze chciałam być farmaceutką, jednak moje marzenie się nie zrealizowało ze względu na słabego nauczyciela chemii jeszcze w gimnazjum, moje braki powiększały się z roku na rok, a w liceum osiągnęły maximum. W sumie nie wiem jak ja bym przeżyła te studia, z moim zapałem do nauki ;)

4. Mogę spędzać całe dnie na wizażu, youtube, all, czy blogach modowych ( mam swoje ukochane szafiarki, zarówno polskie jak i zagraniczne)

5. Jeśli miałabym wybrać na co wolę wydać 50zł (bluzkę czy kosmetyki) wybrałabym oczywiście to drugie

6. Bardzo lubię lumpexy i to uczucie gdy kupię sobie fajną rzecz za bardzo małe pieniądze. A co więcej- rzecz niepowtarzalną J

7. Nie mam silnej woli i nie umiem sobie odmawiać.


Moje ulubione bloggerki już zrobiły ten tag i w sumie nie mam kogo już zaprosić do zabawy, więc 7 blogów niestety nie podam. Jednak są to blogi, które równie często odwiedzam :)

http://nissiax83.blogspot.com/
http://shpcdream.blogspot.com/
http://jetsonstreet0.blogspot.com/
http://brunettesheart.blogspot.com/