wtorek, 30 sierpnia 2011

Glam Specialist Eyeliner- my Secret!





Witam Was!
Moja nieobecność „delikatnie” się przeciągnęła. Mam nadzieję, że pomimo to będziecie mnie czasami czytać! :)
Niedługo na moim blogu pojawi się recenzja paru produktów, które otrzymałam od firmy Hean do testów oraz sztucznych rzęs z KkCenterhk.

Glam Specialist Eyeliner- my Secret!
Dziś jednak chciałabym powiedzieć parę słów na temat mojego ostatniego nabytku, który miło mnie zaskoczył.
Mowa o brokatowym eyelinerze z My Secret. Szczerze mówiąc zawsze podchodzę do takich wynalazków sceptycznie. Głównie z obawy o przemieszczającym się po całej twarzy brokacie. Tu jednak nie mamy z tym do czynienia.



Wybrałam kolor złoty, ponieważ wydawał mi się najbardziej "jesienny". Już długo chodziłam za złotym/miedzianym eyelinerem. Wahałam się także nad zakupem eyelinera w pisaku z Catrice (numer 040 lub 030). Być może kupię również i go :)

W buteleczce jest 4ml produktu. 
Bardzo podoba mi się, że w żelu jest naprawdę masa brokatu. Mam eyeliner z Avonu i niestety w tym przypadku natrafić na drobinkę brokatu jest bardzo trudno.
Kolor jest absolutnie śliczny (!!) Nie jest żółty, ma bardzo ciepły odcień. Pięknie pasowałby do brązowych/piwnych/zielonych tęczówek. 


Jedyne rozczarowanie, ale to tylko i wyłącznie przez moje gapiostwo- pędzelek. Tester miał prosty i równy pędzelek, a nie miotła i harpun (jakkolwiek to brzmi :D) jak mój. 
Zawsze oglądam kosmetyk przed zapłaceniem, tym razem tego nie zrobiłam i mam za swoje. 


Włosie jest mocno odkształcone, jednak da się nim malować, tym bardziej że linia już nie musi być tak perfekcyjna jak w przypadku zwykłego eyelinera. Ale lekko mnie to poirytowało.. 


Cena: 6,99zł. Za taką cenę jakość jest bardzo, bardzo dobra.

Wiem, że kupię jeszcze inny wariant kolorystyczny. Być może granat..? :) Następnym razem na pewno sprawdzę pędzelek! :)

Pozdrawiam Was gorąco!



piątek, 12 sierpnia 2011

Wypad!

Ogłaszam wszem i wobec, że wyruszam na długi weekend nad jezioro, dlatego też do wtorku zapanuje na moim blogu cisza! Jednak zaraz po powrocie- reaktywacja :)

Pozdrawiam,
lajfstyle!

środa, 10 sierpnia 2011

Moich makijażowych pomysłów ciąg dalszy! ;))

Cześć cześć :)
Dziękuję Wam za wszystkie przemiłe komentarze pod wcześniejszym makijażem. 
Nigdy nie uważałam i nadal nie uważam, że mam jakiekolwiek zdolności w tym kierunku (ba! moja mama mówi na mnie: manualne zero- fakt, tu się zgodzę) ale po prostu to lubię 
i relaksuję się przy tym (?) :)


Dziś wymyśliłam coś trochę innego, bardziej odważnego w sam raz na letnią imprezę. Kolory intensywne i przywodzące na myśl tropiki i wodę. Jednak makijaż, który widzicie poniżej wyewoluował (ale koszmarnie piszę się to słowo! mówi jeszcze gorzej) z wersji bardziej neutralnej utrzymanej tylko w niebieskościach.
Tamta wersja jest (wg. mnie) trochę zbyt mdła, ale same zdecydujcie! :) 

P.S. Przymknijcie oko na posklejane rzęsy. Trzeba zakupić już nowy tusz! 






Wersja pierwsza: 









Buziaki!

wtorek, 9 sierpnia 2011

Rozdanie

Rozdanie u Iwetto:


Zielony makijaż + sztuczne rzęsy. Co Wy na to? :)



Cześć Wam :)

Dziś przyszła kolej na makijaż oka, ponieważ już długo nie było żadnych malunków! :)
Wydaje mi się, że zielenie ładnie podkreślają oczy brązowe/piwne i zielono/niebieskie.
Wczoraj wieczorem wpadł mi do głowy taki makijaż, więc dziś musiałam go wykonać aby nie zapomnieć!



Kosmetyki, których użyłam to:

  • Inglot 108 AMC Shine (złoto w wew. kąciku i nad załamaniem)
  • Paletka I love Berlin Essence (ciemna zieleń)
  • Paletka My Secret (zieleń)
  • Eyeliner Essence Blackmania 
  • Odrobina brązowej kredki na dolną linię rzęs Catrice (którą kocham!)
  • Biała kredka na linię wodną
  • Tusz Wibo Growing Lashes
  • Sztuczne rzęsy i tradycyjnie klej Inglot



Makijaż jest matowy, bez zbędnych brokatów, więc równie dobrze nadaje się na dzień. 
No, może wykluczając sztuczne rzęsy :) ale co kto lubi!





poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Peeling cukrowy Perfecta Spa- KWC (!)


Parę miesięcy temu o tym peelingu było baaaardzo głośno zarówno na blogach jak i na yt. Przyznaję, że długo wzbraniałam się przed zakupem, twierdząc, że gąbka syrenka wystarcza do utrzymania skóry w ładzie.

Jakie było moje zdziwienie, gdy po użyciu moja skóra była nie dość, że gładka to jeszcze pięknie nawilżona 
i pachnąca!


Produkt jest dostępny w dwóch wersjach zapachowych, tej i chyba kokos- czekolada, więc myślę, że każdy znajdzie coś dla siebie :)
Zapach wanilia-pomarańcza jest słodziutki, jednak orzeźwiający. Unoszący się w kłębach ciepłej pary to prawdziwa rozkosz dla zmysłów!
Za każdym razem mam ochotę go zjeść, ponieważ zapach jest rewelacyjny (!)


Opakowanie jest mocne, masywne i duże. Peeling jest nalany praktycznie po brzegi.


Ma on bardzo dobrą konsystencję, która dobrze nabiera się na palce i nie ścieka pomiędzy nimi.
Jest treściwy, czuć kryształki i dodatkowe drobinki złuszczające. (widoczne na wielkim zdjęciu poniżej :D)
Po użyciu mam wrażenie, że skóra jest lekko natłuszczona, co po złuszczaniu naskórka jest dodatkowym plusem. 
Nie musimy już nakładać balsamu, ponieważ skóra jest nawilżona i pięknie pachnąca!


Używam go często przed goleniem nóg, w celu pozbycia się wszelkich drobnych, zbędnych wypukłości na nich. Po goleniu skóra jest jeszcze gładsza niż zwykle :)

Jest to mój ulubiony Peeling do ciała i na pewno skuszę się na masło, ponieważ takie zapachy w chłodniejsze dni znakomicie poprawiają nastrój.

Oceniam go na 4+/ 5
Ponieważ mógłby być troszkę bardziej wydajny, ale za cenę ok. 14zł nie wymagam, aby starczył mi na wieki!

Czy ma działanie antycelulitowe- nie zauważyłam. Ja jestem zdania, że żaden kosmetyk nie pomoże, dopóki nie zadbamy o nasze pośladki i uda od wewnątrz (ćwiczenia i diate) i od zewnątrz (masaż, gąbka syrenka).

Buziaki!

niedziela, 7 sierpnia 2011

Sleek: rozświetlacz. Face& Body highlighter




Przyszła wreszcie pora na recenzję tego kosmetyku.
Zaczniemy od opakowania, które jest ładne jak w każdym produkcie Sleek, zachowawcze i klasyczne.
(wybaczcie paćki paluchów na zdjęciu :)


Produkt ten otrzymałam jako gratis do zamówienia palety Sleek ze strony http://paatal.pl.
Swoją drogą to bardzo miłe, że sklep ten dorzuca pełnowartościowe produkty!

No ale przejdźmy do rozświetlacza.
Przychodzi on do nas w plastikowym, przeźroczystym pudełeczku, które dodatkowo ochrania produkt.
W opakowaniu jest przymocowane duże lusterko, co jest również charakterystyczne dla produktów tej firmy.
Zawiera ono także pędzelek, ale to zostawię na koniec. ;)

 

Jest to typowy pasiak zachowany w złotej kolorystyce.
Dwa kolory to typowe złoto, jeden lekki brąz, jedna delikatna oliwka i odcień waniliowy.
Niby wszystko jest ładne, jednak mnie wyjątkowo nie pasuje konsystencja tego produktu.
Wydaje mi się jakby zbyt słabo zmielony, a do tego jakiś niespójny.
Ciężko jest wyjaśnić mi o co dokładnie chodzi.

Wydaje mi się także, że ta kolorystyka jest zdecydowanie zbyt "odpustowa" na dzień.
Ponieważ pigment jest dość mocny.
Mnie zdecydowanie odstrasza, jednak na wieczór, aby musnąć dekolt czy ramiona spisuje się dość dobrze.


Na zdjęciu widać, szczególnie na prawym palcu, że produkt ma dziwną jakby zbyt mało zbitą formułę.
Próbowałam także używać go jako pojedynczych cieni do powiek. Ze względu na jego konsystencję jest to wcale niemożliwe, ponieważ pigment nie osiada na powiece i wcale nie chce złapać się pędzla.


I wisienka na torcie, którą zostawiłam sobie na deser to dołączony pędzelek.
Pierwsze wrażenie- delikatny, jednak już przy pierwszym użyciu włosy zaczęły sypać się niemiłosiernie.
Nadaje się tylko i wyłącznie do wyrzucenia.

Ogólna ocena produktu: 3-/5


Cieszę się, że nie kupiłam go sama, ponieważ żałowałabym. Zdecydowanie wolę inne rozświetlacze. 
Przede wszystkim o innym kolorze, a po drugie o innej strukturze.
Zdarza mi się go użyć, jednak zdecydowanie mogłabym się bez niego obejść i to bez mrugnięcia okiem.

Opalanie, przyspieszanie i ochrona!

Witam Was! :)
Dziś temat letni i dość aktualny, jednak ze względu na naszą polską pogodę można z tym polemizować.  Chciałabym dziś przedstawić Wam trzy produkty, z których jestem zadowolona i myślę, że za taką cenę warto je wypróbować.


Zacznę może od Kremu Ochronnego na słońce firmy Dax z filtrem 30. Kupiłam go parę dni temu w Rossmannie, ponieważ postanowiłam, że będę używać go w upalne dni przede wszystkim na twarz. Jednak po jednym seansie na słońcu, na drugi dzień wychodząc na zewnątrz użyłam go także na ramiona i dekolt.

Krem ma dość lekką konsystencję, więc świetnie nadaje się na twarz. Nie bieli jej nawet w najmniejszym stopniu. Faktycznie skóra nie jest po nim matowa, jednak nie matowienie jest jego zadaniem.

Jedyna rzecz, która bardzo delikatnie mnie drażni to dość intensywny zapach, za którym nie przepadam w gorące dni.
Jednak zaznaczam, że to błahostka.
W opakowaniu dostajemy 75 ml.
Wahałam się czy wybrać krem dla dzieci, czy zwykły krem do twarzy firmy Dax. Wybrałam jednak krem dla dzieci, ponieważ miał większą pojemność a był w tej samej cenie.

Cena: ok. 13zł
Rossmann
Tak krem wygląda po roztarciu. Jest lekki i ładnie nawilża skórę.

Przy kasie w Rossmannie kasjerka dała mi także gratis, produkt bezpłatny, którego chyba w takiej formie nie można kupić.

Jest to balsam po opalaniu, który idealnie się spisał po paru godzinach spędzonych na słońcu.
Świetnie nawilża, chłodzi i podobno utrwala opaleniznę.
Jest lekki i bardzo szybko się wchłania. Jest delikatny i nie podrażnia skóry.

W tubce jest 100ml, które chętnie wykorzystam, ponieważ bardzo lubię takie produkty.

Jeśli potrzebujecie kremu z filtrem polecam udać się do Rossmanna, być może jest nadal ta promocja! :)


I ostatni produkt, który bardzo lubię i używam już od daaaawna, to masło kakaowe ziaja przyspieszające opalanie. 
Zdecydowanie mogę powiedzieć, że skóra opala się szybciej, opalenizna jest piękna i intensywna.

Produkt ma formę, która nie wszystkim może odpowiadać. Tłusta oliwka, która się nie wchłania, a pozostaje na skórze do chwili umycia.
Jest to dość uporczywe szczególnie podczas pobytu nad morzem i stałym kontakcie z piaskiem.


Kosmetyk nie zawiera filtrów, więc aby opalanie było bezpieczne producent poleca użycie kremu z filtrem a dopiero po paru chwilach tego masła.

Nadaje się do opalania także w solarium.

Czy poprawia koloryt skóry, nie zauważyłam.

Cena: ok.10 zł.

Jest to mój KWC na każde wakacje! :)



Pozdrawiam!! :)

poniedziałek, 1 sierpnia 2011

Walka z zaskórnikami, krostkami, i całym tym badziewiem!



Cześć Wam!
Dziś przybywam z tematem, który zapewne jest bliski każdej z nas. A dziewczyny, których nie dotyczy w żadnym stopniu to prawdziwe szczęściary! Trądzik, zaskórniki, krostki i pozostające po nich przebarwienia zmuszają nas do codziennego ukrywania pod warstwą fluidu i korektora.

Moja mama ostatnio bardzo zainteresowała się działaniem żyworódki, która rośnie u nas na parapecie.
Okazało się, że jest to zioło, które ma bardzo szerokie działanie, począwszy od: trądziku, łupieżu, łuszczycy, stanów zapalnych skóry, brodawek czy oparzeń skóry po kaszel, chrypkę, anginę czy choroby płuc!
Roślina ta została nazwana: rośliną stulecia.
Polecam Wam poczytać, być może pomoże Wam w walce z nękającym Was problemem!

Wybrałam się do sklepu zielarskiego po maść z żyworódki, ale oczywiście wyszłam także z dwoma innymi zakupami!

Postanowiłam kupić herbatkę ekologiczną.
Mam nadzieję, że uda Wam się przeczytać z opakowania, jakie ma działanie i skład.
Piję ją dwa razy dziennie, rano i wieczorem. Czekam na efekty, bo dopiero niedawno zaczęłam. Nie liczę na jakiś cud, jednak zależy mi przede wszystkim na usuwanie toksyn z organizmu.
Jeśli zauważę jakąś różnicę na mojej cerze, na pewno Wam o tym doniosę ;)
Cena: 4,50zł/ 30 saszetek.


Żel przeciwtrądzikowy  z oczaru wirginijskiego.
Pani ze sklepu poleciła mi go do stosowania codziennie na zmienioną skórę. Ma działanie łagodzące, przeciwzapalne, ściągające, przeciwbakteryjne. Co więcej, na opakowaniu polecają stosować go na podrażnioną skórę po goleniu i depilacji. (nie wiem jak się do tego odnieść, ponieważ w składzie ma alkohol.. Ja chyba zrezygnuję z takiego stosowania)
Żel nakładamy na zmienioną skórę 2 razy dziennie. 
Gdy go dokładnie przetestuję zrobię recenzję, ponieważ teraz używam La Roche-Posay.

Opinie o działaniu  żelu możecie także poczytać tu:
http://torebka.kafeteria.pl/index.php?mode=view&id=4609
Cena: 12zł/ 50ml.


 LA ROCHE- POSAY EFFACLAR DUO
Już długo noszę się z zamiarem zakupu dobrego kosmetyku aptecznego do walki z niedoskonałościami skóry.
Udałam się do apteki, żeby porozmawiać z panią farmaceutką na temat działania Effaclar Duo.
Otrzymałam 6 próbek, każda po 2ml. Jedna taka saszetka wystarcza spokojnie na 2, a nawet 3 użycia. Krem ma bardzo lekką, żelową konsystencję. Zapach jest dość specyficzny, niby neutralny, jednak mnie jakoś drażni. Dobrze, że nie kupiłam pełnowymiarowego opakowania, ponieważ po nałożeniu na twarz delikatnie mnie szczypie, co jest dość irytujące. Po zastosowaniu na dzień, pod makijaż moja skóra lubi się świecić już po jednej godzinie. Więc to także mnie odstrasza..






A jakie Wy macie sprawdzone sposoby walki z nawracającymi krostkami?
Ulubione kosmetyki? Piszcie! :)